|
 |
| 11/5 |
"A-1 Yola"
Dogday Records (1996)
$15 - $25
Ocena:
PODOBNE
|
|
- Intro (skit)
- Hate To See Me Have Shit
- The "Nade"
- I Got Bitches
- Milk-A-Bitch
- My Hoez Name Is Nina (Maine-O solo)
- Dope Tales (Taydatay solo)
- The "G" That I Be f. Dush Tray & Fly Nate
- Slangin' Dope
- 3 Grams Of Right
- My Nigga Told You
- When I Be All Alone
- My Hustle
- 115 C's f. T-Lowe, Big Mack & Baby Menace
|
|
|
Jest to już drugi album grupy z Hunter's Point w San Francisco - 11/5. Ponieważ wyszedł raptem rok później od ich debiutu,
nie słychać tu jakichś drastycznych zmian w stylu. Taydatay, Hennessey i Maine-O nadal rapują w typowy dla siebie sposób
i zajebiście się dopełniają. Lekkim zmianom uległ klimat panujący na całym albumie. "Fiendin 4 Tha Funk" była ostrą płytą
z mrocznymi brzmieniami. Tutaj przeważają lżejsze nuty, spokojniejsza muza, a Maine-O sobie do niej podśpiewuje. Za produkcję
raz jeszcze jest odpowiedzialny (prawie) w całości T.C. i także tym razem udało mu się stworzyć zajebisty album. Mówię tak,
ponieważ muzyka świetnie pasuje do stylu raperów z 11/5. Poza tym jest ona stosunkowo podobna we wszystkich kawałkach, ale
zarazem są szczegóły wyróżniające poszczególne tytuły. Co dodatkowo sprawia, że album jest bardzo dobry, to mała liczba
gościnnych występów. 11/5 dominują na swoim krążku i wyraźnie wyrobili sobie swój lekki, pimpowo - thugowy styl. Z dzisiejszej
perspektywy, album jest już klasyką. Trudno dostać wersję OG, ale na szczęście wyszedł rerelease. Szczerze polecam, jest równie
dobra, jak ich pierwsza płyta.
|
| |