|
Fanom długo przyszło czekać na solowy debiut 151 - rapera z Seattle. Jego płyta miała jeszcze wyjść z wytwórni AWOL, ale
ostatecznie wydała ją West Coast Mafia. Co prawda 151 reprezentuje Seattle, więc nie jest to nawet Kalifornia, ale spędza
on dużo czasu w Sacramento, nagrywa materiał z C-Bo'em, a jego album przesiąknięty jest typową atmosferą Północnej Kalifornii.
151 ma młody głos i niby normalny flow (rapuje trochę podobnie do Fedx'a), ale jego sposób rapowania ma w sobie to coś, że
z chęcią go słucham. Cieszy mnie to, że West Coast Mafia umiejętnie i z wyczuciem połączyła typowe thugowo - gangowe
klimaty z mainstreamowym brzmieniem. Na płycie jest conajmniej 5 piosenek z taką chwytliwą, komercyjną muzą, do której
należy machać głową. Jednak brzmią one zajebiście i bardzo dobrze poszerzają dotychczasowe dokonania 151. Jest tu także
kilka spokojnych, smutnawych kawałków, jak i typowe represent i thug shit. Produkcja stoi na bardzo wysokim
poziomie. Teraz już wiem, że 151 to bardzo dobry raper i tak na dobrą sprawę tylko muzyka może sprawić, że utwór będzie zajebisty
lub tylko dobry. Wszyscy producenci spisali się naprawdę świetnie: Ricc Rude, Rhythm D, One Drop Scott, DJ Silk, Syko,
Mike Mosley, RC i jeszcze wielu wielu innych. Szkoda tylko, że jest tak mało solówek (5). Na szczęście wszyscy goście
spisują się bardzo dobrze i utrzymują wysoki poziom płyty. Polecam wszystkim tym, którzy chcieliby usłyszeć też bardziej
mainstreamowe brzmienia w połączeniu z miłą nutą Bay Area.
|