W roku 1995 3xKrazy debiutują na scenie rapowej prezentowaną EP-ką "Sick-O".
Dopiero w dwa lata później fani doczekują się pełnowymiarowej płyty. Gdzieś od
roku 1999 chłopaki wydadzą ich więcej, a i równolegle zaczną wydawać solowe
projekty. Zarówno Keak Da Sneak, Agerman jak i Bart (członkowie 3xKrazy)
współcześnie obrali zupełnie odmienne kierunki w nagrywanej przez siebie muzie.
Trio z Oakland prawdopodobnie już nigdy nie zabrzmi tak jak kiedyś, za czasów
swego debiutu "Sick-O" i "Stackin Chips". Wciąż wydają dobre płyty, ale już nie
jako 3xKrazy, tylko każdy nakręca solo. To co przeszło do historii rapu jako
klasyka 3xKrazy, to właśnie ich pierwsze kawałki, a te pojawiają się m.in. na
tym krążku.
Ktoś mógłby pomyśleć, że nie ma się co rozpisywać nad EP-ką,
gdzie mamy tylko 7
piosenek, ale w zestawieniu z dzisiejszymi statystykami, które wskazują, że w
zawrotnym tempie obniżają się średnie długości piosenek (3 - 4 minuty, a na
mixtape'ach 1 - 2 min.) to ta EP-ka mogłaby uchodzić za zwykłej długości projekt.
Utwory mają po 5 do 7 minut. Żadnych skitów, intro etc. Każdy kawałek emanuje
pełnym wkładem 3xKrazy: Agerman z szybkim nawalaniem, Keak i Bart z lekką chrypą
i nietypowym głosem. Cała trójca świetnie spisuje się na płytce. Dostajemy na
niej dwa trochę lżejsze kawałki, takie ala summertime (zresztą uchodziły one
za hiciory), a pozostałe
utrzymane są w ciężkim klimacie, raczej oscylującym wokół tematów
reprezentowania Oakland i życia codziennego. Za produkcję, która jak na '95
jest naprawdę zajebista, w 100% odpowiada Tone Capone. Świetne bity, sample
wpadające w ucho (te typowe, oldschoolowe piszczałki, które uwielbiam) i
koncertowość brzmienia podkładów - każdy instrument brzmi jak live.
Powiem tak: nie zwracajcie uwagi na liczbę piosenek. Po prostu kupcie płytkę, bo
nie chodzi jakoś mega drogo, a jest warta posiadania. Jedyne co zaniżyło ocenę
albumu, to te dwa bardziej imprezkowe kawałki. Tutaj 3xKrazy lepiej prezentują się na cięższych klimatach.
Polecam!
|