|
 |
| ADR LAVEY |
"Leviathans Creation" (re-release)
Apt.3 / DNA (2005)
$7 - $12
Ocena:
|
|
- Leviathan (skit)
- First Communion
- In The Name Of The Father
- Nasal Injection
- Blackout f. T. Spoon
- 3 Shades To The Wind f. RJ
- Straight Up Thugs f. C-Fresh, Triple 6 & Black Madness
- Holding Tank
- Kill 'Em
- Witness Your Murder f. Triple 6
- Don't Slip - T. Spoon
- Come And Play With Us (skit)
- Animal The Cannibal
- Hustlin'
- No Hope f. Mars
- Interior Decorator
- Suicide f. Mars
|
|
Prezentowany krążek to re-release klasycznej płyty ADR Lavey'a. Na wstępie wypunktuję różnice, które pojawiły się w owym wydaniu, a poniżej znajdziecie właściwą recenzję płyty. Na omawianym projekcie przede wszystkim brakuje piosenek "Turf To 25" i "Keep It Raw", a za to pojawiły się 3 nowe kawałki - numery #15 - #17. Spore zmiany zaszły również w oprawie graficznej, a wznowieniem zajęła się już tylko wytwórnia Apt. 3, dziś ściśle współpracująca z DNA Rec. Oryginalne wydanie z 2002 trudno już dziś dostać, jeśli już to na aukcjach po znaczących cenach.
Północna Kalifornia słynie z dwóch obozów chorego rapu. Jeden ośrodek znajduje się w Sacramento i reprezentuje go rodzina z wytwórni Siccmade pod przewodnictwem ikony niepoczytalności - Brotha Lynch'a. Drugi, trochę mniej znany, lecz jednakowo niezrównoważony mentalnie, to ekipa z Apt. 3 Records, do której należą m.in. zespół Triple 6, Malice, Black Madness i inni. Rok 2002 przynosi debiutancki album ADR Lavey'a, członka grupy Triple 6.
"Leviathans Creation" to projekt nietuzinkowy i przeznaczony tylko najbardziej tolerancyjnym fanom rapu. ADR Lavey to specyficzny artysta, który zawzięcie studiuje wyznania satanistyczne, poruszane nieraz na płycie. Prócz religijnych zachwiań, raper oddaje się tematyce psychopatycznej w dość perfidnym wydaniu. Liryki ADR'a są naprawdę mocne, choć przyznaję, że są ciekawą odskocznią od tradycyjnego rapu. Chore klimaty wynikają nieraz z ostrych prochów, jakimi chłopak się faszeruje, o czym przekonać możemy się chociaż w kawałku "Nasal Injection", opowiadającym o wciąganiu koki. Wokalnie ADR reprezentuje równie oryginalny styl. Jego głos jest charakterystyczny, raczej wyższy, jakby natrętny, świdrujący. Flow dość typowy, w którym zazwyczaj słychać prosty schemat układania rymów i dobre wejście w bit. Zaskakująco dobrze dobrano tu podkłady, a to po części dzięki temu, iż sam ADR zgotował sobie sporą część bitów. Pomagał mu Enhancer i DJ Mark 7, którzy wiedzieli, czego potrzeba chłopakowi - ciężkich, prostych bitów i chorych, wykręconych sampli. Jedyny kawałek, który odstaje pod względem muzycznym (produkcja jest o wiele zbyt sielankowa) to "3 Shades To The Wind". Pozostałe reprezentują naprawdę wygięte klimaty. Gościnnie wystąpili zaprzyjaźnieni z wytwórnią artyści, którzy znakomicie odnaleźli się w mrocznej atmosferze ADR'a. Wspomnę jeszcze, że raper reprezentuje Frisco, dzielnicę Mission, ale raczej nie wspomina o tym na projekcie. Osobiście uważam ten album za bardzo dobry, choć należy brać poprawkę na chore teksty, którym daleko do typowych schematów rapowych. Warto zaopatrzyć się w ten krążek.
|
| |