BABY BOY ENE
"California Massacre"
Recognize Entertainment (2005)

$8 - $15
Ocena:
  1. Game On
  2. What The Fucks Up
  3. Scrapa Run f. Lil Castro
  4. Northern Connected f. Big Oso Loc
  5. Punk Bitches
  6. Throw Up The Ene f. Chuyo Lokz & Bandit
  7. Hail Tulare
  8. Love Baby Boy
  9. Dreamin Of You
  10. TC 2 FNC f. Lil Castro & D-Lokzta
  11. Ruthless f. Manda Locs & A.L.G.
  12. Rollin Rollin
  13. Lil Red Vagina
  14. Tulare County Norte
  15. Jack In The Hood f. Lil Castro & Hurrikaine J
  16. California Massacre
  17. Memorias De Familia
  18. Forgive Me
Okręg 559 jak na razie znany jest głównie z podziemnych klimatów latynoskich. Prócz zespołu P.B.C. i jego popleczników jedna z czołowych postaci to Baby Boy Ene. Chłopak reprezentuje hrabstwo Tulare, a przy tym gang Nortenos, co manifestuje przy każdej możliwej okazji. Ogranicza to znacząco potencjalną publiczność, gdyż większość fanów rapu z Bay i okolic nie ma ochoty słuchać o czerwonych bandanach, czternastkach i wiecznej nienawiści do scraps'ów. Niemniej jednak popyt na taką muzykę też istnieje, a sam należę do grona jej wielbicieli. Niestety "California Massacre" nie przypadło mi do gustu. Trudno nawet pokusić mi się o jakąś analizę porównawczą tej oto trzeciej solówki rapera z poprzednimi, ponieważ z żadną poprzednią nie miałem przyjemności obcować. Może to i dobrze, gdyż album będzie musiał sam się bronić. Po przebrnięciu przez bite 18 kawałków jestem już pewien, jakie są główne wady projektu. Główna, a zarazem przekreślająca jakiekolwiek z mej strony możliwości ignorowania jej, to flow Baby Boy'a. Po prostu w ogóle nie przypadły mi do gustu te pozbawione rytmu i wykonane wysokim głosem z hiszpańskim akcentem zwrotki. Chłopak może i wchodzi w bit (częściej niż rzadziej), ale robi to kompletnie bez wyrazu, monotonnie do bólu. Brak jawnego oddzielenia refrenu od reszty powoduje całkowite zlanie się piosenki w jeden nierozróżnialny twór, do którego nawet trudno o machanie głową. Niestety jeśli sposób rapowania artysty w ogóle nie przypadł mi do gustu, to nie jestem w stanie skoncentrować się na albumie, a tym samym słuchać go. Wyczytałem opinię, iż nie należy skupiać się na jednym aspekcie płyty i rzutować go na całość. W tym przypadku: no dobra, koleś ma jak dla kogoś kiepski flow, ale co z resztą? Rzeczywiście, należy przyznać, że produkcja spełnia swoje zadanie, gdyż jest typowa dla latynoskich klimatów z północnej Kalifornii, tzn. prosta, ale wkręcająca (ciekawe, że nie napisano, kto ją robił). Poza tym pomysły na piosenki są całkiem niezłe: trochę reprezentowania, odrobina seksu, wspominek, samochodów; grunt, że nie ma rutyny. Nie można także odmówić Baby Boy Ene dobrego doboru słów i rymów - zdecydowanie powyżej przeciętnej. Jednakże mimo że potrafię wyłapać te jakże istotne zalety, to giną one pod główną wadą. Jeśli komuś przypadnie do gustu flow rapera, to na pewno spojrzy na "California Massacre" znacznie przychylniej. Radzę posłuchać kilku kawałków i się samemu przekonać.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.
yukmauf@poczta.onet.pl
lethaface@wp.pl