BE GEE
"The Postcard"
Global Merchant Ent. (2004)

$10 - $12
Ocena:
  1. B.E. Gee
  2. Power (snippet)
  3. On Point
  4. Syke f. Balance
  5. Fed X
  6. 3 Tha Hard Way f. Loki & Brotha Lynch Hung
  7. Smiles & Cries (instrumental)
  8. Doozin
  9. Turf (snippet)
  10. Toe 2 Toe
  11. By Chance
  12. 100% Real f. Brotha Lynch Hung
  13. Smiles & Cries II (instrumental)
  14. Envy
  15. Bootleggers Beware (instrumental)
  16. Rilla
  17. Smoke What (skit)
  18. P, P, P, P f. Prime Minister
  19. On Point Beat (instrumental)
Be Gee to całkiem znany i lubiany raper z Sacramento, dzielnica Meadowview. Niestety należy on do tej grupy raperów, która wydała na początku lat 90-ych klasyczny album, a teraz rzadko pojawia się na scenie. Be Gee jest najbardziej znany ze swojego kultowego krążka "Ya Gotta BG". Później w roku 1996 wydał "Black Gorilla Mila Tactics" i dosyć długo prawie w ogóle nie było nic od niego słychać; pojawił się raptem na paru kompilacjach. W końcu w roku 2004 (8 lat później!) wydał swoje trzecie solo. Niestety zostało ono utrzymane w stylu "to jest tylko takie zaspokojenie apetytu przed prawdziwą płytą". Stąd też usłyszymy tu tylko 11 nowych piosenek na 19 prezentowanych utworów. Czym zatem jest te 8 wypełniaczy? Są to w większości instrumentale (4), wycięte zwrotki Be Gee z kompilacji, na których się pojawił (2) oraz skit. Ja generalnie nie jestem zwolennikiem zamieszczania snippetów na płytach, ponieważ od tego jest Internet. Uważam, że Be Gee nie powinien się bawić w takie sztuczne zapychanie krążka. Powinien po prostu wydać taki krótki album z 11-oma kawałkami, wtedy nikt nie byłby zawiedziony. Wróćmy jednak to zasadniczej części płyty. Be Gee nie zmienił jakoś wybitnie swojego flowu od 1996 roku. To co się zmieniło, to produkcja i klimat piosenek. Raper wciąż ma taki wysoki głos, nawet dopracowany flow i wokalnie prezentuje się porządnie. Jeśli chodzi o produkcję, to robiło ją dosyć sporo osób: Balance, Razor Sharp, First Degree, Will, Andre Green, Tone Capone i Laveesh. Muzyka jest miła dla ucha, na dobrym poziomie. Nie jest ona ani kiepska, ani rewelacyjna; plasuje się gdzieś tak po środku. Goście spisują się równie porządnie jak Be Gee, w szczególności Lynch i Balance. Za Lokim nigdy nie przepadałem, a piosenkę z Prime Minister'em słyszałem już na jego solówce. Nie przerzucam z reguły snippet'ów, gdyż nie są one jakoś wybitnie długie, a instrumentale może i są miłe dla ucha, ale i tak denerwuje mnie ich obecność. Generalnie to piosenki są tutaj porządne, ale wydaje mi się, iż znacznie częściej słuchałbym tej płyty, gdyby nie było tu tych niepotrzebnych zapychaczy. Na koniec wspomnę tylko, że - gdy piszę tę reckę - jest początek roku 2006, a zapowiadany album Be Gee cały czas się nie pojawił. Szkoda.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.
yukmauf@poczta.onet.pl
lethaface@wp.pl