|
 |
| BILL STACK |
"Stackin Bills"
Stack Records (2004)
$10 - $12
Ocena:
|
|
- Intro (skit)
- Caught In The Game f. Maknazz & Phenom
- Like Money f. Rob Lo
- Hold It Down
- The Tools
- Where Im From
- Block 2 The Booth
- Fastlane f. Phenom
- Life f. Phenom
- I Stay Thuggin
- Must Be (The Money)
- On The Grind f. Maknazz
- Hear This Track
- They Stay Hatin
- When I
- The Ending f. Jacka
- Outro (skit)
|
|
Bill Stack to jeden z niewielu raperów reprezentujących Pittsburg, Ca w obszarze 925. Uważniejsi fani mogli go dotychczas usłyszeć na kompilacji "The Grimeyness" w 2003 albo rok później w wielu piosenkach na solowym debiucie Breadleon Tha Go Getta. Chłopak również współtworzy zespół Thugg Syndicate, który jednakże nie wydał jeszcze żadnego projektu.
Raper nie zamierza wybijać się, tylko podąża ścieżkami wytyczonymi przez artystów pochodzących z Pittsburga, którzy już zdążyli zaistnieć na scenie Bay Area. Dlatego też ci z was, którzy słyszeli dokonania Ghetto Starz'ów, A-Wax'a, Pueblo Indians lub innych, to z grubsza wiedzą, czego można się tu spodziewać. Muzyka z P-Town znana jest ze swych przygnębiających brzmień, smutnych i spokojnych klimatów. Pewnie dlatego, iż to dwaj główni producenci, Rob Lo oraz Maki, w zasadzie zmonopolizowali tamtejszy rynek. Nie inaczej jest tutaj, gdyż Rob Lo zajął się aż dziewięcioma kawałkami, a Maki skomponował cztery, tym samym pozostawiając raptem po jednym dla The Network i Venomous Productions. Jak już wyżej wspomniałem, smutne i powolne klimaty zdominowały tę pozycję; niedużo piosenek psuje ten schemat (np. "Block 2 The Booth" lub "Hear This Track"). W podkładach towarzyszą nam miłe dźwięki i porządne bity, ale miejscami nie dorównują one niektórym poprzednim dokonaniom producentów. Chociaż może z drugiej strony nie doceniam muzyki za bardzo, gdyż słuchając "Stackin Bills", skupiam się przede wszystkim na wokaliście. Jak na razie nie miałem jakichś uprzedzeń do Bill Stack'a, ale nie do końca podoba mi się jego flow na debiucie. Pewnie się czepiam, ale tak od połowy albumu zaczynam się nudzić. Nie wiem, czy wynika to z małej różnorodności muzycznej, czy też z monotonii płynącej ze zwrotek artysty. Mam spore porównanie, ponieważ posiadam bardzo dużo płyt z Pittsburga, gdzie utwory są oryginalne i nie zlewają się ze sobą. Najprawdopodobniej przyczyn należy szukać po trosze wszędzie; nawet w fakcie, że melodia nie zmienia się, gdy refren wchodzi, co powoduje, że prawie w ogóle nie odczuwa się różnicy między nim a zwrotkami. Niemniej jednak Bill Stack to przyzwoity raper i miło mi się słucha piosenek w jego wykonaniu. Wolę puścić sobie ten album w tle i nie skupiać się na wszystkich aspektach, bo wtedy brzmi zdecydowanie lepiej. Tematycznie artysta raczej was nie zaskoczy, ale trzeba przyznać, że w miły i przystępny sposób odświeża stałe i typowe tematy: życie uliczne, codzienne trudy, jaranie, pieniądze, haters... Uważam recenzowany krążek za średni do bólu z drobną tendencją na plus. Dlatego też liczę, iż przyszłe solówki Bill Stack'a będą jednak trochę ciekawsze. Życzę raperowi, by włożył trochę więcej serca w to, co robi, pomyślał nad ciekawszymi rymami i zaprosił kilku więcej gości. Jak na razie jest okay, ale polecam jedynie fanom sceny z P-Town.
|
| |