|
 |
| B-LEGIT |
"Block Movement"
Block Movement Ent. (2005)
$10 - $12
Ocena:
|
|
- Knock His Ass Out
- Trap Game
- Sick Wid It
- Dem Boyz f. Harm
- Block 4 Life f. Jadakiss, Clyde Carson &
Styles P
- Round My Way
- Guess Who's Back f. E-40
- Handle Up
- Kick It 2 Nite f. Levitti
- Where Dem Hoes At f. Paul Wall
- Get High f. Keak Da Sneak & Harm
- Friendz
- Kill Somebody
- Shady
- Wanna Know Your Name
- Sewed Up
|
|
Powrót B-Legit'a po 3 latach nieobecności jego solowych albumów na rynku
płytowym Bay Area był naprawdę wielki. Rok 2005, w którym wyszło "Block
Movement", to era stylu hyphy, prostych, wręcz kiczowatych sampli, kręcenia
dredami na imprezach i oczywiście niezgrabnych, durnowatych okularów. Każdy nowy
zawodnik, który chce sprzedać swoje nagrania, czepia się kanonów hyphy jak tonący
brzytwy. Niestety prawdą jest również, że często nawet ci starzy wyjadacze robią
z siebie osłów i rapują o głupkowatych bzdurach. Nie chcę krytykować tych
muzycznych modeli, bo w rzeczywistości je lubię, ale ściska mnie w trzewiach, gdy
słyszę weteranów, co zawsze nagrywali gangsta shit, a wyskakują nagle z dredami
na teledysku.
Rozpocząłem reckę właśnie tymi spostrzeżeniami, gdyż B-Legit jest
przykładnym raperem, który nie tyle pozostał przy swoich starych klimatach (to
oznaczałoby, że chłopak się nie rozwija), ale w zasadzie pokazał swój nowy styl.
Styl, który stworzył on sam, nie poddając się łatwym kąskom gotowych przepisów
na piosenki, które nieustannie kopiowane są na rapowym rynku. Raper z Vallejo
prezentuje na "Block Movement" autentyczne poruszenie całej dzielnicy - trzęsie
imprezowymi klubami, gdzie zarywa panienki, szarpie za osiedlowe
"corners", nie zapominając o głośnym reprezentowaniu
swego miasta i historiach o zdobywaniu forsy. Album od początku do końca jest
wspaniały. Usłyszymy zadowalającą liczbę solówek, bo aż 10. Znakomity poziom
płyty zawdzięczać możemy nie tylko samemu artyście, który ma ogromny talent na
mikrofonie, ale również producentom, którzy odwalili piękną robotę. 8 ludzi,
którzy tworzyli podkłady to: Goldfingers (4), Bedrock (4), LJ (3), Damon Todd
(1), Rick Rock (1), Swamp Kat (1), One Dropp Scott (1) i Mall (1). Muza waha się
od lekkich, imprezowych melodii, poprzez szybsze i mocniejsze bity, aż do tych
naprawdę ciężkich, jak choćby dwa z moich ulubionych kawałków "Shady" i
"Sewed Up". Warto wspomnieć, że nie wszyscy fani B-Legit'a odebrali ten projekt
równie radośnie. Niektórzy wypowiadają się o nim negatywnie, ze względu na kilka
południowo brzmiących podkładów, jak i również gościnne występy raperów z
brudnego południa. Osobiście śmiem twierdzić, że zabieg ten, jeszcze bardziej
przyczynił się do podniesienia poziomu albumu. Jeśli przepadacie za grubaśnym
i donośnym głosem B-Legit'a to wkręcające bity na tym krążku z pewnością
pozwolą wam machać łbem, zarówno w aucie jak i na domówce. Obowiązkowy kąsek dla
wszystkich słuchaczy rapu z Bay.
|
| |